Jak SpaceX zamierza skolonizować Marsa

Reklamy

Wahadłowiec Endeavour

Wahadłowiec Endeavour przebywa właśnie na orbicie. O czasu katastrofy promu Columbia w 2003 r. każdy wahadłowiec na orbicie jest dokładnie oglądany czy podczas startu nie doszło do groźnego uszkodzenia osłony termicznej. I jak jest z obecną misją?

Co najmniej trzy fragmenty pianki oderwanej ze zbiornika paliwa uderzyły w wahadłowiec Endeavour podczas środowego startu – wynika z oględzin powłoki termicznej statku, której dokonali na orbicie astronauci. Ale John Shannon, kierownik kontroli lotu, uspokaja, że te fragmenty, które teraz trafiły w wahadłowiec, nie były na tyle duże, żeby poważnie go uszkodzić. Pewne obawy inżynierów wzbudzało jedynie uderzenie w prawe skrzydło promu. W piątek Endeavour cumował do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, by rozpocząć kolejny etap jej budowy.

Moje pytanie brzmi – jakim cudem tylko w przypadku Columbii doszło do katastrofy? Skoro niemal każdy prom, który leci na orbitę po jej katastrofie i jest dokładniej niż przed tragedią oglądany, zgłasza jakieś ubytki w poszyciu termicznym?

Niezależnie od tego Endeavour prezentuje sie majestatycznie na tle Ziemi.

Update: dzisiejsza Wyborcza przynosi informacje, że uszkodzenie jest poważniejsze.

Wahadłowiec „na barana”

Amerykańskie promy kosmiczne starują z kosmodromu na Przylądku Canaveral na Florydzie (południowy wschód USA), ale lądować zdarza się im również w Kalifornii (południowy zachód USA). Jak się więc je transportuje z powrotem na Florydę? „Na barana”! ;) NASA dysponuje dwoma Boeingami 747 „Jumbo Jet” zmodyfikowanymi w taki sposób, aby mogły unieść na sobie wahadłowiec w sposób pokazany na poniższym zdjęciu:

Wahadłowiec Atlantis wraca do Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie we wrześniu 1998r.

Spacedemo

Przedstawiam filmik niezwykły. Dlaczego? Bo jego autorem jest czytelnik tego bloga! ;) To dzieło Jarosława Juszkiewicza, autora bloga Spacedemo (polecam szczególnie pasjonatom najnowszej historii podboju kosmosu, np. programu Apollo, itd.) Filmik to autorska (czyli stronnicza i wybiórcza, ale w dobrym tego słowa znaczeniu) opowieść o Układzie Słonecznym stworzona przez pasjonata… i dla pasjonatów. Zapraszam serdecznie do oglądania.

Filmik powstał kiedy Pluton był jeszcze planetą.

Podziwiam umiejętności techniczne jak i koncepcyjne autora i współpracowników. Gratuluję wyboru dwóch magnetycznych głosów lektorów. Tym którym się podobało zapraszam na dwie pierwsze części trylogii, której koniec właśnie widzieliście, na blog autora – cz. pierwsza i druga.